wtorek, 20 sierpnia 2013

#5 Harry | cz. 5





Gadaliśmy z chłopakami już jakieś 2 godziny gdy nage do Liama zadzwonił telefon
-Hallo?
-Dobrze, przekarze... dobra, dobra...
Chłopaki! Za dwa dni wyjeżdżamy w trasę koncertową.
-Co?! Ale czemu dopiero teraz się o tym dowiadujemy?
-Nie wiem ale mus to mus...
-Ale ja nie mogę zostawić teraz [T.I] samej - powiedział Harry
-Mną się nie przejmuj, będę do ciebie codziennie dzwoniła. Nawet pare razy dziennie - wtrąciłam.
-Napewno?
-Tak. Obiecuję - uśmiechnęłam się
-No dobra. Przekonałaś mnie.
-Ale obiecaj mi, że mnie tam nie zdradzisz po pijaku !
-Dopilnujemy tego! -odezwał się Louis
-Możemy nawet przywiązać go do łóżka...  - wtrącił Niall
-Okej. Liczę na was.
Po dwuch dniach wyjechali. Czas dłużył mi się strasznie.
-Hallo? Harry?
-Nie, Harry nie może rozmawiać - powiedziała jakaś laska hihrając się.
-Daj mi go kurwa do telefonu!
-No dobra, dobra...
-Hallooo?
-Harry?
-Tak, a kto mówi?
-[T.I], ty jesteś pijany!
-Może - wybełkotał.
-A kim była ta zdzira która odebrała?!
-Była taką samą osobą co ty, czyli dziwką puszczającą się za pieniądze!
-Co?! Jak mogłeś! - powiedziałam do słuchawki po czym rozpłakana rozłączyłam się.
Jak on mógł! - pomyślałam. A ja jeszcze siedze w jego domu!
Muszę zadzwonić do Lou.
-Louis?
-Tak, [T.I] ? Co się stało?
-Jesteś teraz z Harrym?
-Nie, gdzieś mi zniknął.
-Jak go tylko zobaczysz to powiedz mu że z nami koniec! - zaczęłam krzyczeć do telefonu.
-Co?! Czemu?
-Przed chwilą do niego dzwoniłam! Odebrała jakaś suka. Powiedziała że Harry nie może teraz gadać ale w końcu dał mi go do telefonu. Był pijany, powiedział że ta laska to dziwka z burdelu!
-Ty chyba nie mówisz poważnie. Jeszcze dzisiaj rano mówił nam że nie może bez ciebie żyć.
-Najwyrażniej zmienił zdanie!
W którym jesteście hotelu?
-W paradise. A co?
-Przyjade tam. Który masz numer pokoju?
-69.
-Już jadę!
Wybiegłam szybko z domu na autobus. Chwilę po tym jak usiadłam na przystanku przyjechał. Wsiadając kupiłam bilet, nie chciałam jeszcze kłopotów z kanarami.
Byłam już w połowie drogi gdy nagle zauważyłam blask zmierzający prosto na mnie. Poczułam uderzenie.
Tracąc przytomność pomyślałam sobie : "To twoja wina!"
Hej. Słyszysz mnie?  zapytał lekarz, przynajmniej wyglądał na lekarza
-C co się stało?
-Miałaś wypadek, cudem przeżyłaś.
-Za drzwiami czeka chłopak, wpuścić go? - wtrąciła pielęgniarka
-A ma loki?
-Niee...
-To tak - uśmiechnęłam się
-[T.I]. Po co wsiadałaś do tego autobusu?
-Potrzebowałam kogoś kto mnie przytuli i powie że wszystko będzie dobrze. A po za tym nie mogłam siedzieć w jego domu!
-Wiesz jak alkochol wpływa na ludzi, może on wcale nie chciał tego powiedzieć...
-Nie broń go!
-To mój przyjaciel powinienem go bronić.
-No może, przekazałeś mu to co ci kazałam?
-Jeszcze nie
-To jedż teraz i mu to powiedz i to że przez niego leżę w szpitalu, niech ma poczucie winy....
-Dobra.... lecę.
-Paa..
Chłopak wyszedł z sali.
Co ja sobie myślałam, zakochać się w gwiazdorze? Przecierz to nierealne.. - mówiłam sama do siebie.
Nagle wszedł Loczek.
-Co ty tu kurwa robisz?!?!
-Chce ci wszystko wyjaśnić....
-Ja wszystko wiem, nie masz mi co wyjaśniać. Wynoś się stąd!!! - wykrzykując te słowa zaczęłam płakać
-Wyjdę, ale powiedz mi tylko prosto w oczy że mnie nie kochasz.
-Po co mam ci to mówić? Nawet jakbym cię kochała itak nie wybaczyłabym ci tego co powiedziałeś!
-Co ja powiedziałem? Zrozum mnie, ja byłem pijany.
-Nazwałeś mnie dziwką, puszczającą się za pieniądze!!!
-Nie, to napewno nie ja... Nigdy bym czegoś takiego o tobie nie powiedział.
-Ale powiedziałeś!
-Powiedz że mnie nie kochasz to wyjdę!
-Nie kocham cię! - wyszeptałam
-Prosto w oczy
-Dobra..! Kurwa... kocham cię! Kocham...   Ale nie jestem w stanie ci wybaczyć!
Ze łzami w oczach wyszedł z pomieszczenia. Miałam mętlik w głowie, przecierz go kocham... Ale to co powiedział.
Włączyłam radio, nie mogłam znieść tej ciszy otaczającej mnie. Nagle w radiu usłyszałam głos prezentera, powiedział "a teraz usłyszycie najnowszą piosenkę chłopaków z ONE DIRECTION." To była "Best song ever" . Głos Harrego usłyszałam jako pierwszy, reszta jakby nie istaniała. Był tylko loczek.
Co ja właściwie robię? Nie wytrzymam tak dłużej. - pomyślałam.
Zawołałam pielętgniarkę która dała mi telefon. Wybrałam numer, pierwsze piknięcie - nic, drugie - też nic, w końcu za trzecim odebrał.
-Hallo? Proszę przyjedż do mnie muszę ci coś powiedzieć! - nie dając mu dojść do słowa rozłączyłam się.
Czekałam już dwadzieścia minut. Nagle zaczął mnie strasznie boleć brzuch. Zawołałam lekarzy którzy zabrali mnie na USG.
-Jest pani w ciąży - powiedziała jakaś lekarka.
-Co? Nie, to nie możliwe - zaprzeczałam.
- Wszystko dokładnie widać, to już drugi miesiąc.
-Mogę iść się położyć?
-Oczywiście.
Lekarze zaprowadzili mnie na salę.