środa, 21 sierpnia 2013

#7 Louis | cz. 1

To już 7 imagin a ja dalej nie widzę komentarzy. Wiem że pare osób wchodzi czasami poczytać ale nikt nic nie skomentował :(
Takie to jest straszne że nawet nie warto komentować?
Chciałabym znać waszą opinię ♥



_________________________________________________________________________________




Jak zwykle siedziałam w ostatniej ławce z przyjaciółką [I.T.P]. Plotkowałyśmy, śmiałyśmy się i gadałyśmy o chłopakach. Nauczycielka udawała że nas nie widzi. Miała już dość upominania nas bo wiedziała że itak nie posłuchamy.
Byłam najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Mogłam mieć każdego chłopaka, wystarczyło kiwnąć palcem i każdy był mój, każdy poza jednym. Nowy w szkole, przystojny, brązowe włosy, niebieskie oczy. Ideał.
Gdy przechodił korytarzem słychać było westchnienia innych dziewczyn. Był tajemniczy, ale dodawało mu to punktów do doskonałości. Właśnie to mnie w nim pociągało. Nikt nie znał jego imienia. Dowiedziałam się tylko że ma ze mną angielski, matematykę, wf, biologię i historię.
-[T.I]! Koniec lekcji, chodź!
-Co ?  A tak, koniec lekcji, okej chodź!
-Eh.. znowu myślisz o tym chłopaku?
-Czemu on na mnie wogule nie zwraca uwagi?
-Nie wiem. Może nie jesteś w jego typie..
-Wiesz dobrze że każdy chłopak zrobił by wszystko żebym się do niego chociarz słowem odezwała.
-No wiem.. ale on nie..
- I to mnie dołuje.
-Dobra, chodź na następną lekcję.
-Okej. Co teraz mamy?
-Ty masz wf.
-Okej, a ty?
-Hiszpański.
-O, to życzę powodzenia - zaczęłam się śmiać
[I.T.P] miała zawsze problemy z panem od hiszpańskiego. Uwziął się na nią od pierwszej klasy.
Przebierałyśmy się w szatni, gdy w pewnym momęcie weszła nauczycielka.
-Dziewczęta! Dzisiaj dzielimy salę z chłopakami. Wy na połowie pogracie w siatkówkę a oni na drugiej w piłkę nożną. Pod koniec lekcji podzielimy was na dwie grupy i zagracie z chłopakami.
-Bla bla bla.. - powiedziałam po cichu do którejś z dziewczyn.
-Heh, zgadzam się.
Podczas rozgrzewki wogule nie mogłam się skupić na ćwiczeniach. Obok mnie stało największe ciacho w szkole.
Pograłyśmy chwilę z dziewczynami w siatkókę poczym zostaliśmy podzieleni na grupy.
-[T.I]! Jesteś w drużynie z Louisem.
   Wskazała palcem na przystojniaka.  Aaa.. więc ma na imię Louis... pomyślałam
-Hej - powiedziałam przerywając ciszę.
-Cześć - odpowiedział od niechcenia.
Doszło do nas jeszcze kilka osób, po czym rozpoczęliśmy grę. Strzeliłam dwie bramki, wszyscy byli bardzo przejęci że tak dobrze gram w piłkę. Wszyscy poza jedną osobą, Louis stał wpatrzony w okno jakby nic go nie obchodziło. On też bardzo dobrze grał.
Pod koniec lekcji nauczyciele dali nam zadanie. Ponieważ za dwa dni mieliśmy wyjechać na tydzień do hiszpanii dobrali nas w pary. Lista miała zostać wywieszona na tablicy ogłoszeń.
Jeśli mam pomyśleć że będę musiała spędzać czas z jakimś głupim chłopakiem albo dziewczyną żeby opisywać cały spędzony dzień to aż mi się na wymioty brało.
Po dzwonku sprawdziłam listę. Zamurowało mnie. Miałam być z Louisem Tomlinsonem w parze.
-[I.T.P]! - zaczęłam krzyczeć do dziewczyny
-Co? Po co tak krzyczysz?
-Widziałaś listę?
-Tak, jestem z Mattem
-A ja z Louisem!
-Który to?
-Eh... tak ma na imię ten chłopak...
-Aaa... to masz szansę się do niego zbliżyć - powiedziała uśmiechając się głupio
-Yhy...
Wypowiedziałam te słowa równo z dzwonkiem.
-Ostatnia lekcja. Mamy ją razem?
-Tak, plastyka.
-Super! Chodź!
-Ide, ide.
~*~
Wieczorem zaczęłam się pakować, chciałam wziąść całą szafę ale nie zmieściło by mi się tyle ubrań do trzech walizek.
-Pomuc ci? - dobiegł głos mamy z kuchni
-Nie dzięki!
Zaczęłam znowu przebierać w stercie ciuchów. W pewnym momęcie usłyszałam sygnał wiadomości w telefonie. Nigdy wcześniej nie widziałam tego numeru, byłam ciekawa. Po przeczytaniu wiadomości nie mogłam uwierzyć w to co czytam.
"Spotkajmy się pod kinem o północy. Będę czekał.       Louis ;) "
Do określonej godziny zostało zaledwie pare minut. Bardzo późno przeczytałam sms'a.
Cicho wymknęłam się z domu tak żeby nikogo nie obudzić, nie chciałam aby rodzice dowiedzieli się że szlajam się po mieście o tej poże.
Ubrana w zwykłe dżinsy, trampki i bluzę ruszyłam w kierunku kina. Zobaczyłam tam chłopaka, to był Lou.
-No, no. Liczyłem że się dla mnie bardziej wystroisz - powiedział zaczepnym głosem.
-Nie przesadzaj. Nie zaprosiłeś mnie przecierz na żadną impreze.
-A skąd wiesz? Może pójdziemy do jakiegoś klubu. Chociarz nie. Nie wezmę cię nigdzie w takich ciuchach. Przewidziałem to więc trzymaj.
-Co to?
-Ciuchy w których możesz się normalnie pokazać.
-A kto powiedział że gdzieś z tobą idę?
-Jak to kto? Ja - zaczął się uśmiechać.
-Nie dzisiaj, proszę cię.
-Eh... z wami dziewczynami.
-Zamknij się!
Odwracając się na pięcie zaczęłam iść w przeciwną stronę.
-No nie obrażaj się. Odprowadzę cię.
-Jak już musisz...
-Tak! Muszę!
Szliśmy w milczeniu przez około dziesięć minut.
-Już jesteśmy - powiedziałam przerywając niezręczną ciszę.
-Trochę szybko doszliśmy.
Spojrzałam mu głęboko w oczy, wzrok miał uwodzicielski.
-Masz piękne ocz...
Nie pozwalając mi dokończyć pocałował mnie w usta. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieję ale po chwili zdałam sobie sprawę z tego co właśnie robiłam.
-To widzimy się jutro partnerko - wyszeptał odchodząc.
Szybko zniknął gdzieś w cieniu ulicy.

#6 Harry | cz. 6

Harry wszedł zmartwiony na salę.
-Coś się stało?
-Ja...
-No mów!
-Jestem w ciąży!
-Co? Nie, to nie może być prawda.!
-Aha? Jeszcze godzinę temu zarzekałeś się że mnie kochasz. A teraz mnie najlepiej zostaw samą z dzieckiem. Daj chociarz na skrobanę to będzie po sprawie. Ty zapomnisz o mnie a ja o tobie. Pasuje?
-Nie.
- Jakto nie? - zapytałam zdziwiona
-Kocham cię dalej i chcę abyś urodziła to dziecko.
-Naprawdę?
-Oczywiście. I muszę ci coś powiedzieć.
-Co?
-To co powiedziałem przez telefon... to, to nie było naprawdę, ja o tobie tak nie myślę.
-Daj mi czas do jutra, muszę to wszystko przemyśleć.
-Dobrze..
-A teraz wracaj już do hotelu, muszę odpocząć. A i masz nie odstępować Louisa na krok, będę czuła się pewniej - zaczęłam się śmiać
-Dobrze, przepraszam... - wyszeptał całując mnie w policzek.
Minęły trzy dni, Harry codziennie do mnie dzwonił upewniając się że wszystko jest w pożodku, wybaczyłam mu, nie byłam w stanie postąpić inaczej. Codziennie czułam że moje serce tęskni za nim coraz bardziej.
Mijały miesiące a ja nie mogłam się z nim zobaczyć, jego głos mi już nie wystarczał. Byłam w ósmym miesiącu. Mój brzuch stawał się coraz większy, przestawałam radzić sobie sama. Potrzebowałam pomocy.
Do końca trasy koncertowej Harrego zostały już dwa dni, miałam nadzieję że ten czas szybko mi zleci. I tak właśnie się stało. Usłyszałam dźwięk przekręcania się klucza w zamku w drzwiach. To był on. Przywitałam go szerokim promiennym uśmiechem.


-[T.I]! Tak się stęskniłem...
-Ja też
-Jak się czujesz..?
-D-dobrze...
-Napewno ? Nie wyglądasz jakbyś się dobrze czuła - powiedział ze zmartwienien wymalowanym na twarzy
-No dobra, czuje się średnio...
-No w to jeszczę mogę uwieżyć
Usiedliśmy na kanpie, włączyliśmy jakąś komedię. Czułam się straszbie. Bolał mnie brzuch, ledwo stałam na nogach.
-Harry! Zadzwoń po pogotowie! Strasznie bolii...! - zaczęłam krzyczeć.
Po dziesięciu minutach leżałam na sali w szpitalu.
Na salę weszła moja lekarka, miała dziwną minę. Nie mogłam rozszyfrować czy jest szczęśliwa, smutna czy może zawiedziona. Nie wiedziałam.
-Pani doktor, wszystko w pożądku?
-Ah.. [T.I]... To smutne.
-Co się stało!
-Poroniłaś, przykro mi..
-Nie! To nie może być prawda!
-Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale nie udało się.
-Mogę zostać sama? - mówiąc to łzy spłynęły mi po policzkach
-Tak, oczywiście.
Siedziałam sama w jakiejś pustej sali, myślałam co by było gdybym nie poznała Harrego. Właściwie to wiedziałam, dalej byłabym dziwką i też wkońcu bym wpadła.
W pewnej chwili wszedł chłopak, miał minę która mówiła "mam takiego doła że nic mi nie pomoże." Moja była nawet podobna.
-Jak się czujesz?
-A jak mam się czuć? Straciłam dziecko!
-Wszystko się ułoży, zobaczysz. Jestem przy tobie.
-Nie jestem tego pewna, napewno nic mi się już więcej nie ułoży.
-Nawet tak nie mów...
-Eh.. mam nadzieję że to co mówisz to prawda
-Napewno - wyszeptł całując mnie w policzek.
~*~
Minęło pare miesięcy, wszystko układało się jak dawniej. Imprezy, koncerty, poprostu szalone życie. A co najlepsze z Harrym. Czułam się z nim taka szczęśliwa. Pewnego dnia strasznie źle się poczułam, poszłam szybko do apteki. Kupiłam test ciążowy. Po zrobieniu go byłam zszokowana, to znowu się działo. Znowu byłam w ciąży.
-Harry... chodź szybko!
-Co?
-Popatrz.. 
Dając mu test popuściłam łzę która spłynęła mi po policzku.
-O kurwa... To nie może być prawda..
-Nie cieszysz się?
-Cieszę. Najbardziej na świecie.
-Nie wyglądasz.. - powiedziałam ze zdziwioną miną.
-Nie wyglądam, wiem. Bo boje się że stanie się to samo.
-Napewno nie.
~*~
Minął rok. Na świecie była już nasza córeczka. Chrzestnymi zostali oczywiście Louis i Eleanor. Byliśmy najszczęśliwszymi rodzicami na świecie. Mała miała oczy, loczki i dołeczki po Harrym a resztę po mnie. Byliśmy z nien tacy dumni.
Nie łatwo to opisać.