Kochani!
Nie wiem czy powinnam dalej pisać imaginy na tym blogu ponieważ nawet nie wiem czy ktoś to czyta...
Jak na razie nie ma jeszcze żadnego komentarza, to przykre że ja staram się coś napisać a wy nawet jeśli coś przeczytacie to nie podzielicie się swoją opinią. ;c
wtorek, 27 sierpnia 2013
środa, 21 sierpnia 2013
#7 Louis | cz. 1
To już 7 imagin a ja dalej nie widzę komentarzy. Wiem że pare osób wchodzi czasami poczytać ale nikt nic nie skomentował :(
Takie to jest straszne że nawet nie warto komentować?
Chciałabym znać waszą opinię ♥
_________________________________________________________________________________
Jak zwykle siedziałam w ostatniej ławce z przyjaciółką [I.T.P]. Plotkowałyśmy, śmiałyśmy się i gadałyśmy o chłopakach. Nauczycielka udawała że nas nie widzi. Miała już dość upominania nas bo wiedziała że itak nie posłuchamy.
Byłam najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Mogłam mieć każdego chłopaka, wystarczyło kiwnąć palcem i każdy był mój, każdy poza jednym. Nowy w szkole, przystojny, brązowe włosy, niebieskie oczy. Ideał.
Gdy przechodił korytarzem słychać było westchnienia innych dziewczyn. Był tajemniczy, ale dodawało mu to punktów do doskonałości. Właśnie to mnie w nim pociągało. Nikt nie znał jego imienia. Dowiedziałam się tylko że ma ze mną angielski, matematykę, wf, biologię i historię.
-[T.I]! Koniec lekcji, chodź!
-Co ? A tak, koniec lekcji, okej chodź!
-Eh.. znowu myślisz o tym chłopaku?
-Czemu on na mnie wogule nie zwraca uwagi?
-Nie wiem. Może nie jesteś w jego typie..
-Wiesz dobrze że każdy chłopak zrobił by wszystko żebym się do niego chociarz słowem odezwała.
-No wiem.. ale on nie..
- I to mnie dołuje.
-Dobra, chodź na następną lekcję.
-Okej. Co teraz mamy?
-Ty masz wf.
-Okej, a ty?
-Hiszpański.
-O, to życzę powodzenia - zaczęłam się śmiać
[I.T.P] miała zawsze problemy z panem od hiszpańskiego. Uwziął się na nią od pierwszej klasy.
Przebierałyśmy się w szatni, gdy w pewnym momęcie weszła nauczycielka.
-Dziewczęta! Dzisiaj dzielimy salę z chłopakami. Wy na połowie pogracie w siatkówkę a oni na drugiej w piłkę nożną. Pod koniec lekcji podzielimy was na dwie grupy i zagracie z chłopakami.
-Bla bla bla.. - powiedziałam po cichu do którejś z dziewczyn.
-Heh, zgadzam się.
Podczas rozgrzewki wogule nie mogłam się skupić na ćwiczeniach. Obok mnie stało największe ciacho w szkole.
Pograłyśmy chwilę z dziewczynami w siatkókę poczym zostaliśmy podzieleni na grupy.
-[T.I]! Jesteś w drużynie z Louisem.
Wskazała palcem na przystojniaka. Aaa.. więc ma na imię Louis... pomyślałam
-Hej - powiedziałam przerywając ciszę.
-Cześć - odpowiedział od niechcenia.
Doszło do nas jeszcze kilka osób, po czym rozpoczęliśmy grę. Strzeliłam dwie bramki, wszyscy byli bardzo przejęci że tak dobrze gram w piłkę. Wszyscy poza jedną osobą, Louis stał wpatrzony w okno jakby nic go nie obchodziło. On też bardzo dobrze grał.
Pod koniec lekcji nauczyciele dali nam zadanie. Ponieważ za dwa dni mieliśmy wyjechać na tydzień do hiszpanii dobrali nas w pary. Lista miała zostać wywieszona na tablicy ogłoszeń.
Jeśli mam pomyśleć że będę musiała spędzać czas z jakimś głupim chłopakiem albo dziewczyną żeby opisywać cały spędzony dzień to aż mi się na wymioty brało.
Po dzwonku sprawdziłam listę. Zamurowało mnie. Miałam być z Louisem Tomlinsonem w parze.
-[I.T.P]! - zaczęłam krzyczeć do dziewczyny
-Co? Po co tak krzyczysz?
-Widziałaś listę?
-Tak, jestem z Mattem
-A ja z Louisem!
-Który to?
-Eh... tak ma na imię ten chłopak...
-Aaa... to masz szansę się do niego zbliżyć - powiedziała uśmiechając się głupio
-Yhy...
Wypowiedziałam te słowa równo z dzwonkiem.
-Ostatnia lekcja. Mamy ją razem?
-Tak, plastyka.
-Super! Chodź!
-Ide, ide.
~*~
Wieczorem zaczęłam się pakować, chciałam wziąść całą szafę ale nie zmieściło by mi się tyle ubrań do trzech walizek.
-Pomuc ci? - dobiegł głos mamy z kuchni
-Nie dzięki!
Zaczęłam znowu przebierać w stercie ciuchów. W pewnym momęcie usłyszałam sygnał wiadomości w telefonie. Nigdy wcześniej nie widziałam tego numeru, byłam ciekawa. Po przeczytaniu wiadomości nie mogłam uwierzyć w to co czytam.
"Spotkajmy się pod kinem o północy. Będę czekał. Louis ;) "
Do określonej godziny zostało zaledwie pare minut. Bardzo późno przeczytałam sms'a.
Cicho wymknęłam się z domu tak żeby nikogo nie obudzić, nie chciałam aby rodzice dowiedzieli się że szlajam się po mieście o tej poże.
Ubrana w zwykłe dżinsy, trampki i bluzę ruszyłam w kierunku kina. Zobaczyłam tam chłopaka, to był Lou.
-No, no. Liczyłem że się dla mnie bardziej wystroisz - powiedział zaczepnym głosem.
-Nie przesadzaj. Nie zaprosiłeś mnie przecierz na żadną impreze.
-A skąd wiesz? Może pójdziemy do jakiegoś klubu. Chociarz nie. Nie wezmę cię nigdzie w takich ciuchach. Przewidziałem to więc trzymaj.
-Co to?
-Ciuchy w których możesz się normalnie pokazać.
-A kto powiedział że gdzieś z tobą idę?
-Jak to kto? Ja - zaczął się uśmiechać.
-Nie dzisiaj, proszę cię.
-Eh... z wami dziewczynami.
-Zamknij się!
Odwracając się na pięcie zaczęłam iść w przeciwną stronę.
-No nie obrażaj się. Odprowadzę cię.
-Jak już musisz...
-Tak! Muszę!
Szliśmy w milczeniu przez około dziesięć minut.
-Już jesteśmy - powiedziałam przerywając niezręczną ciszę.
-Trochę szybko doszliśmy.
Spojrzałam mu głęboko w oczy, wzrok miał uwodzicielski.
-Masz piękne ocz...
Nie pozwalając mi dokończyć pocałował mnie w usta. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieję ale po chwili zdałam sobie sprawę z tego co właśnie robiłam.
-To widzimy się jutro partnerko - wyszeptał odchodząc.
Szybko zniknął gdzieś w cieniu ulicy.
Takie to jest straszne że nawet nie warto komentować?
Chciałabym znać waszą opinię ♥
_________________________________________________________________________________
Jak zwykle siedziałam w ostatniej ławce z przyjaciółką [I.T.P]. Plotkowałyśmy, śmiałyśmy się i gadałyśmy o chłopakach. Nauczycielka udawała że nas nie widzi. Miała już dość upominania nas bo wiedziała że itak nie posłuchamy.
Byłam najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Mogłam mieć każdego chłopaka, wystarczyło kiwnąć palcem i każdy był mój, każdy poza jednym. Nowy w szkole, przystojny, brązowe włosy, niebieskie oczy. Ideał.
Gdy przechodił korytarzem słychać było westchnienia innych dziewczyn. Był tajemniczy, ale dodawało mu to punktów do doskonałości. Właśnie to mnie w nim pociągało. Nikt nie znał jego imienia. Dowiedziałam się tylko że ma ze mną angielski, matematykę, wf, biologię i historię.
-[T.I]! Koniec lekcji, chodź!
-Co ? A tak, koniec lekcji, okej chodź!
-Eh.. znowu myślisz o tym chłopaku?
-Czemu on na mnie wogule nie zwraca uwagi?
-Nie wiem. Może nie jesteś w jego typie..
-Wiesz dobrze że każdy chłopak zrobił by wszystko żebym się do niego chociarz słowem odezwała.
-No wiem.. ale on nie..
- I to mnie dołuje.
-Dobra, chodź na następną lekcję.
-Okej. Co teraz mamy?
-Ty masz wf.
-Okej, a ty?
-Hiszpański.
-O, to życzę powodzenia - zaczęłam się śmiać
[I.T.P] miała zawsze problemy z panem od hiszpańskiego. Uwziął się na nią od pierwszej klasy.
Przebierałyśmy się w szatni, gdy w pewnym momęcie weszła nauczycielka.
-Dziewczęta! Dzisiaj dzielimy salę z chłopakami. Wy na połowie pogracie w siatkówkę a oni na drugiej w piłkę nożną. Pod koniec lekcji podzielimy was na dwie grupy i zagracie z chłopakami.
-Bla bla bla.. - powiedziałam po cichu do którejś z dziewczyn.
-Heh, zgadzam się.
Podczas rozgrzewki wogule nie mogłam się skupić na ćwiczeniach. Obok mnie stało największe ciacho w szkole.
Pograłyśmy chwilę z dziewczynami w siatkókę poczym zostaliśmy podzieleni na grupy.
-[T.I]! Jesteś w drużynie z Louisem.
Wskazała palcem na przystojniaka. Aaa.. więc ma na imię Louis... pomyślałam
-Hej - powiedziałam przerywając ciszę.
-Cześć - odpowiedział od niechcenia.
Doszło do nas jeszcze kilka osób, po czym rozpoczęliśmy grę. Strzeliłam dwie bramki, wszyscy byli bardzo przejęci że tak dobrze gram w piłkę. Wszyscy poza jedną osobą, Louis stał wpatrzony w okno jakby nic go nie obchodziło. On też bardzo dobrze grał.
Pod koniec lekcji nauczyciele dali nam zadanie. Ponieważ za dwa dni mieliśmy wyjechać na tydzień do hiszpanii dobrali nas w pary. Lista miała zostać wywieszona na tablicy ogłoszeń.
Jeśli mam pomyśleć że będę musiała spędzać czas z jakimś głupim chłopakiem albo dziewczyną żeby opisywać cały spędzony dzień to aż mi się na wymioty brało.
Po dzwonku sprawdziłam listę. Zamurowało mnie. Miałam być z Louisem Tomlinsonem w parze.
-[I.T.P]! - zaczęłam krzyczeć do dziewczyny
-Co? Po co tak krzyczysz?
-Widziałaś listę?
-Tak, jestem z Mattem
-A ja z Louisem!
-Który to?
-Eh... tak ma na imię ten chłopak...
-Aaa... to masz szansę się do niego zbliżyć - powiedziała uśmiechając się głupio
-Yhy...
Wypowiedziałam te słowa równo z dzwonkiem.
-Ostatnia lekcja. Mamy ją razem?
-Tak, plastyka.
-Super! Chodź!
-Ide, ide.
~*~
Wieczorem zaczęłam się pakować, chciałam wziąść całą szafę ale nie zmieściło by mi się tyle ubrań do trzech walizek.
-Pomuc ci? - dobiegł głos mamy z kuchni
-Nie dzięki!
Zaczęłam znowu przebierać w stercie ciuchów. W pewnym momęcie usłyszałam sygnał wiadomości w telefonie. Nigdy wcześniej nie widziałam tego numeru, byłam ciekawa. Po przeczytaniu wiadomości nie mogłam uwierzyć w to co czytam.
"Spotkajmy się pod kinem o północy. Będę czekał. Louis ;) "
Do określonej godziny zostało zaledwie pare minut. Bardzo późno przeczytałam sms'a.
Cicho wymknęłam się z domu tak żeby nikogo nie obudzić, nie chciałam aby rodzice dowiedzieli się że szlajam się po mieście o tej poże.
Ubrana w zwykłe dżinsy, trampki i bluzę ruszyłam w kierunku kina. Zobaczyłam tam chłopaka, to był Lou.
-No, no. Liczyłem że się dla mnie bardziej wystroisz - powiedział zaczepnym głosem.
-Nie przesadzaj. Nie zaprosiłeś mnie przecierz na żadną impreze.
-A skąd wiesz? Może pójdziemy do jakiegoś klubu. Chociarz nie. Nie wezmę cię nigdzie w takich ciuchach. Przewidziałem to więc trzymaj.
-Co to?
-Ciuchy w których możesz się normalnie pokazać.
-A kto powiedział że gdzieś z tobą idę?
-Jak to kto? Ja - zaczął się uśmiechać.
-Nie dzisiaj, proszę cię.
-Eh... z wami dziewczynami.
-Zamknij się!
Odwracając się na pięcie zaczęłam iść w przeciwną stronę.
-No nie obrażaj się. Odprowadzę cię.
-Jak już musisz...
-Tak! Muszę!
Szliśmy w milczeniu przez około dziesięć minut.
-Już jesteśmy - powiedziałam przerywając niezręczną ciszę.
-Trochę szybko doszliśmy.
Spojrzałam mu głęboko w oczy, wzrok miał uwodzicielski.
-Masz piękne ocz...
Nie pozwalając mi dokończyć pocałował mnie w usta. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieję ale po chwili zdałam sobie sprawę z tego co właśnie robiłam.
-To widzimy się jutro partnerko - wyszeptał odchodząc.
Szybko zniknął gdzieś w cieniu ulicy.
#6 Harry | cz. 6
Harry wszedł zmartwiony na salę.
-Coś się stało?
-Ja...
-No mów!
-Jestem w ciąży!
-Co? Nie, to nie może być prawda.!
-Aha? Jeszcze godzinę temu zarzekałeś się że mnie kochasz. A teraz mnie najlepiej zostaw samą z dzieckiem. Daj chociarz na skrobanę to będzie po sprawie. Ty zapomnisz o mnie a ja o tobie. Pasuje?
-Nie.
- Jakto nie? - zapytałam zdziwiona
-Kocham cię dalej i chcę abyś urodziła to dziecko.
-Naprawdę?
-Oczywiście. I muszę ci coś powiedzieć.
-Co?
-To co powiedziałem przez telefon... to, to nie było naprawdę, ja o tobie tak nie myślę.
-Daj mi czas do jutra, muszę to wszystko przemyśleć.
-Dobrze..
-A teraz wracaj już do hotelu, muszę odpocząć. A i masz nie odstępować Louisa na krok, będę czuła się pewniej - zaczęłam się śmiać
-Dobrze, przepraszam... - wyszeptał całując mnie w policzek.
Minęły trzy dni, Harry codziennie do mnie dzwonił upewniając się że wszystko jest w pożodku, wybaczyłam mu, nie byłam w stanie postąpić inaczej. Codziennie czułam że moje serce tęskni za nim coraz bardziej.
Mijały miesiące a ja nie mogłam się z nim zobaczyć, jego głos mi już nie wystarczał. Byłam w ósmym miesiącu. Mój brzuch stawał się coraz większy, przestawałam radzić sobie sama. Potrzebowałam pomocy.
Do końca trasy koncertowej Harrego zostały już dwa dni, miałam nadzieję że ten czas szybko mi zleci. I tak właśnie się stało. Usłyszałam dźwięk przekręcania się klucza w zamku w drzwiach. To był on. Przywitałam go szerokim promiennym uśmiechem.
-[T.I]! Tak się stęskniłem...
-Ja też
-Jak się czujesz..?
-D-dobrze...
-Napewno ? Nie wyglądasz jakbyś się dobrze czuła - powiedział ze zmartwienien wymalowanym na twarzy
-No dobra, czuje się średnio...
-No w to jeszczę mogę uwieżyć
Usiedliśmy na kanpie, włączyliśmy jakąś komedię. Czułam się straszbie. Bolał mnie brzuch, ledwo stałam na nogach.
-Harry! Zadzwoń po pogotowie! Strasznie bolii...! - zaczęłam krzyczeć.
Po dziesięciu minutach leżałam na sali w szpitalu.
Na salę weszła moja lekarka, miała dziwną minę. Nie mogłam rozszyfrować czy jest szczęśliwa, smutna czy może zawiedziona. Nie wiedziałam.
-Pani doktor, wszystko w pożądku?
-Ah.. [T.I]... To smutne.
-Co się stało!
-Poroniłaś, przykro mi..
-Nie! To nie może być prawda!
-Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale nie udało się.
-Mogę zostać sama? - mówiąc to łzy spłynęły mi po policzkach
-Tak, oczywiście.
Siedziałam sama w jakiejś pustej sali, myślałam co by było gdybym nie poznała Harrego. Właściwie to wiedziałam, dalej byłabym dziwką i też wkońcu bym wpadła.
W pewnej chwili wszedł chłopak, miał minę która mówiła "mam takiego doła że nic mi nie pomoże." Moja była nawet podobna.
-Jak się czujesz?
-A jak mam się czuć? Straciłam dziecko!
-Wszystko się ułoży, zobaczysz. Jestem przy tobie.
-Nie jestem tego pewna, napewno nic mi się już więcej nie ułoży.
-Nawet tak nie mów...
-Eh.. mam nadzieję że to co mówisz to prawda
-Napewno - wyszeptł całując mnie w policzek.
~*~
Minęło pare miesięcy, wszystko układało się jak dawniej. Imprezy, koncerty, poprostu szalone życie. A co najlepsze z Harrym. Czułam się z nim taka szczęśliwa. Pewnego dnia strasznie źle się poczułam, poszłam szybko do apteki. Kupiłam test ciążowy. Po zrobieniu go byłam zszokowana, to znowu się działo. Znowu byłam w ciąży.
-Harry... chodź szybko!
-Co?
-Popatrz..
Dając mu test popuściłam łzę która spłynęła mi po policzku.
-O kurwa... To nie może być prawda..
-Nie cieszysz się?
-Cieszę. Najbardziej na świecie.
-Nie wyglądasz.. - powiedziałam ze zdziwioną miną.
-Nie wyglądam, wiem. Bo boje się że stanie się to samo.
-Napewno nie.
~*~
Minął rok. Na świecie była już nasza córeczka. Chrzestnymi zostali oczywiście Louis i Eleanor. Byliśmy najszczęśliwszymi rodzicami na świecie. Mała miała oczy, loczki i dołeczki po Harrym a resztę po mnie. Byliśmy z nien tacy dumni.
Nie łatwo to opisać.
-Coś się stało?
-Ja...
-No mów!
-Jestem w ciąży!
-Co? Nie, to nie może być prawda.!
-Aha? Jeszcze godzinę temu zarzekałeś się że mnie kochasz. A teraz mnie najlepiej zostaw samą z dzieckiem. Daj chociarz na skrobanę to będzie po sprawie. Ty zapomnisz o mnie a ja o tobie. Pasuje?
-Nie.
- Jakto nie? - zapytałam zdziwiona
-Kocham cię dalej i chcę abyś urodziła to dziecko.
-Naprawdę?
-Oczywiście. I muszę ci coś powiedzieć.
-Co?
-To co powiedziałem przez telefon... to, to nie było naprawdę, ja o tobie tak nie myślę.
-Daj mi czas do jutra, muszę to wszystko przemyśleć.
-Dobrze..
-A teraz wracaj już do hotelu, muszę odpocząć. A i masz nie odstępować Louisa na krok, będę czuła się pewniej - zaczęłam się śmiać
-Dobrze, przepraszam... - wyszeptał całując mnie w policzek.
Minęły trzy dni, Harry codziennie do mnie dzwonił upewniając się że wszystko jest w pożodku, wybaczyłam mu, nie byłam w stanie postąpić inaczej. Codziennie czułam że moje serce tęskni za nim coraz bardziej.
Mijały miesiące a ja nie mogłam się z nim zobaczyć, jego głos mi już nie wystarczał. Byłam w ósmym miesiącu. Mój brzuch stawał się coraz większy, przestawałam radzić sobie sama. Potrzebowałam pomocy.
Do końca trasy koncertowej Harrego zostały już dwa dni, miałam nadzieję że ten czas szybko mi zleci. I tak właśnie się stało. Usłyszałam dźwięk przekręcania się klucza w zamku w drzwiach. To był on. Przywitałam go szerokim promiennym uśmiechem.
-[T.I]! Tak się stęskniłem...
-Ja też
-Jak się czujesz..?
-D-dobrze...
-Napewno ? Nie wyglądasz jakbyś się dobrze czuła - powiedział ze zmartwienien wymalowanym na twarzy
-No dobra, czuje się średnio...
-No w to jeszczę mogę uwieżyć
Usiedliśmy na kanpie, włączyliśmy jakąś komedię. Czułam się straszbie. Bolał mnie brzuch, ledwo stałam na nogach.
-Harry! Zadzwoń po pogotowie! Strasznie bolii...! - zaczęłam krzyczeć.
Po dziesięciu minutach leżałam na sali w szpitalu.
Na salę weszła moja lekarka, miała dziwną minę. Nie mogłam rozszyfrować czy jest szczęśliwa, smutna czy może zawiedziona. Nie wiedziałam.
-Pani doktor, wszystko w pożądku?
-Ah.. [T.I]... To smutne.
-Co się stało!
-Poroniłaś, przykro mi..
-Nie! To nie może być prawda!
-Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale nie udało się.
-Mogę zostać sama? - mówiąc to łzy spłynęły mi po policzkach
-Tak, oczywiście.
Siedziałam sama w jakiejś pustej sali, myślałam co by było gdybym nie poznała Harrego. Właściwie to wiedziałam, dalej byłabym dziwką i też wkońcu bym wpadła.
W pewnej chwili wszedł chłopak, miał minę która mówiła "mam takiego doła że nic mi nie pomoże." Moja była nawet podobna.
-Jak się czujesz?
-A jak mam się czuć? Straciłam dziecko!
-Wszystko się ułoży, zobaczysz. Jestem przy tobie.
-Nie jestem tego pewna, napewno nic mi się już więcej nie ułoży.
-Nawet tak nie mów...
-Eh.. mam nadzieję że to co mówisz to prawda
-Napewno - wyszeptł całując mnie w policzek.
~*~
Minęło pare miesięcy, wszystko układało się jak dawniej. Imprezy, koncerty, poprostu szalone życie. A co najlepsze z Harrym. Czułam się z nim taka szczęśliwa. Pewnego dnia strasznie źle się poczułam, poszłam szybko do apteki. Kupiłam test ciążowy. Po zrobieniu go byłam zszokowana, to znowu się działo. Znowu byłam w ciąży.
-Harry... chodź szybko!
-Co?
-Popatrz..
Dając mu test popuściłam łzę która spłynęła mi po policzku.
-O kurwa... To nie może być prawda..
-Nie cieszysz się?
-Cieszę. Najbardziej na świecie.
-Nie wyglądasz.. - powiedziałam ze zdziwioną miną.
-Nie wyglądam, wiem. Bo boje się że stanie się to samo.
-Napewno nie.
~*~
Minął rok. Na świecie była już nasza córeczka. Chrzestnymi zostali oczywiście Louis i Eleanor. Byliśmy najszczęśliwszymi rodzicami na świecie. Mała miała oczy, loczki i dołeczki po Harrym a resztę po mnie. Byliśmy z nien tacy dumni.
Nie łatwo to opisać.
wtorek, 20 sierpnia 2013
#5 Harry | cz. 5
Gadaliśmy z chłopakami już jakieś 2 godziny gdy nage do Liama zadzwonił telefon
-Hallo?
-Dobrze, przekarze... dobra, dobra...
Chłopaki! Za dwa dni wyjeżdżamy w trasę koncertową.
-Co?! Ale czemu dopiero teraz się o tym dowiadujemy?
-Nie wiem ale mus to mus...
-Ale ja nie mogę zostawić teraz [T.I] samej - powiedział Harry
-Mną się nie przejmuj, będę do ciebie codziennie dzwoniła. Nawet pare razy dziennie - wtrąciłam.
-Napewno?
-Tak. Obiecuję - uśmiechnęłam się
-No dobra. Przekonałaś mnie.
-Ale obiecaj mi, że mnie tam nie zdradzisz po pijaku !
-Dopilnujemy tego! -odezwał się Louis
-Możemy nawet przywiązać go do łóżka... - wtrącił Niall
-Okej. Liczę na was.
Po dwuch dniach wyjechali. Czas dłużył mi się strasznie.
-Hallo? Harry?
-Nie, Harry nie może rozmawiać - powiedziała jakaś laska hihrając się.
-Daj mi go kurwa do telefonu!
-No dobra, dobra...
-Hallooo?
-Harry?
-Tak, a kto mówi?
-[T.I], ty jesteś pijany!
-Może - wybełkotał.
-A kim była ta zdzira która odebrała?!
-Była taką samą osobą co ty, czyli dziwką puszczającą się za pieniądze!
-Co?! Jak mogłeś! - powiedziałam do słuchawki po czym rozpłakana rozłączyłam się.
Jak on mógł! - pomyślałam. A ja jeszcze siedze w jego domu!
Muszę zadzwonić do Lou.
-Louis?
-Tak, [T.I] ? Co się stało?
-Jesteś teraz z Harrym?
-Nie, gdzieś mi zniknął.
-Jak go tylko zobaczysz to powiedz mu że z nami koniec! - zaczęłam krzyczeć do telefonu.
-Co?! Czemu?
-Przed chwilą do niego dzwoniłam! Odebrała jakaś suka. Powiedziała że Harry nie może teraz gadać ale w końcu dał mi go do telefonu. Był pijany, powiedział że ta laska to dziwka z burdelu!
-Ty chyba nie mówisz poważnie. Jeszcze dzisiaj rano mówił nam że nie może bez ciebie żyć.
-Najwyrażniej zmienił zdanie!
W którym jesteście hotelu?
-W paradise. A co?
-Przyjade tam. Który masz numer pokoju?
-69.
-Już jadę!
Wybiegłam szybko z domu na autobus. Chwilę po tym jak usiadłam na przystanku przyjechał. Wsiadając kupiłam bilet, nie chciałam jeszcze kłopotów z kanarami.
Byłam już w połowie drogi gdy nagle zauważyłam blask zmierzający prosto na mnie. Poczułam uderzenie.
Tracąc przytomność pomyślałam sobie : "To twoja wina!"
Hej. Słyszysz mnie? zapytał lekarz, przynajmniej wyglądał na lekarza
-C co się stało?
-Miałaś wypadek, cudem przeżyłaś.
-Za drzwiami czeka chłopak, wpuścić go? - wtrąciła pielęgniarka
-A ma loki?
-Niee...
-To tak - uśmiechnęłam się
-[T.I]. Po co wsiadałaś do tego autobusu?
-Potrzebowałam kogoś kto mnie przytuli i powie że wszystko będzie dobrze. A po za tym nie mogłam siedzieć w jego domu!
-Wiesz jak alkochol wpływa na ludzi, może on wcale nie chciał tego powiedzieć...
-Nie broń go!
-To mój przyjaciel powinienem go bronić.
-No może, przekazałeś mu to co ci kazałam?
-Jeszcze nie
-To jedż teraz i mu to powiedz i to że przez niego leżę w szpitalu, niech ma poczucie winy....
-Dobra.... lecę.
-Paa..
Chłopak wyszedł z sali.
Co ja sobie myślałam, zakochać się w gwiazdorze? Przecierz to nierealne.. - mówiłam sama do siebie.
Nagle wszedł Loczek.
-Co ty tu kurwa robisz?!?!
-Chce ci wszystko wyjaśnić....
-Ja wszystko wiem, nie masz mi co wyjaśniać. Wynoś się stąd!!! - wykrzykując te słowa zaczęłam płakać
-Wyjdę, ale powiedz mi tylko prosto w oczy że mnie nie kochasz.
-Po co mam ci to mówić? Nawet jakbym cię kochała itak nie wybaczyłabym ci tego co powiedziałeś!
-Co ja powiedziałem? Zrozum mnie, ja byłem pijany.
-Nazwałeś mnie dziwką, puszczającą się za pieniądze!!!
-Nie, to napewno nie ja... Nigdy bym czegoś takiego o tobie nie powiedział.
-Ale powiedziałeś!
-Powiedz że mnie nie kochasz to wyjdę!
-Nie kocham cię! - wyszeptałam
-Prosto w oczy
-Dobra..! Kurwa... kocham cię! Kocham... Ale nie jestem w stanie ci wybaczyć!
Ze łzami w oczach wyszedł z pomieszczenia. Miałam mętlik w głowie, przecierz go kocham... Ale to co powiedział.
Włączyłam radio, nie mogłam znieść tej ciszy otaczającej mnie. Nagle w radiu usłyszałam głos prezentera, powiedział "a teraz usłyszycie najnowszą piosenkę chłopaków z ONE DIRECTION." To była "Best song ever" . Głos Harrego usłyszałam jako pierwszy, reszta jakby nie istaniała. Był tylko loczek.
Co ja właściwie robię? Nie wytrzymam tak dłużej. - pomyślałam.
Zawołałam pielętgniarkę która dała mi telefon. Wybrałam numer, pierwsze piknięcie - nic, drugie - też nic, w końcu za trzecim odebrał.
-Hallo? Proszę przyjedż do mnie muszę ci coś powiedzieć! - nie dając mu dojść do słowa rozłączyłam się.
Czekałam już dwadzieścia minut. Nagle zaczął mnie strasznie boleć brzuch. Zawołałam lekarzy którzy zabrali mnie na USG.
-Jest pani w ciąży - powiedziała jakaś lekarka.
-Co? Nie, to nie możliwe - zaprzeczałam.
- Wszystko dokładnie widać, to już drugi miesiąc.
-Mogę iść się położyć?
-Oczywiście.
Lekarze zaprowadzili mnie na salę.
wtorek, 13 sierpnia 2013
Wieś :|
Hejka kochani!
Dzisiaj wyjeżdżam na wieś więc nie będzie mnie przez około tydzień :(
Jak tylko wrócę dodam następny imagin z Harrym.
Będzie tam spokój, więc będę miała czas na napisanie kolejnych imaginów :)
Hazzowa <3
Dzisiaj wyjeżdżam na wieś więc nie będzie mnie przez około tydzień :(
Jak tylko wrócę dodam następny imagin z Harrym.
Będzie tam spokój, więc będę miała czas na napisanie kolejnych imaginów :)
Hazzowa <3
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
#4 Harry | cz 4
Obudziłam się około 10 rano. Nic nie pamiętałam z wczorajszego dnia. Za bardzo bolała mnie głowa, nie wiedziałam nawet gdzie dokładnie jestem. Nie zastanawiając się zeszłam na duł, do kuchni przyciągnął mnie zapach tostów. Byłam bardzo głodna więc nie trudno było mnie tam ściągnąć.
-Dzień dobry, [T.I] ! - Uśmiechnął się Harry
-Cześć. Co ja tu robię? Nic z wczoraj nie pamiętam. W dodatku strasznie boli mnie głowa...
-To dosyć długa i nie przyjemna historia, opowiem ci później.
-No dobra.. To daj mi chociaż tosta - zaczęłam się śmiać
-No nie wiem, nie wiem. A zasłużyłaś?
Podeszłam do niego i złożyłam mu słodki pocałunek na ustach.
-No mam nadzieję, że zasłużyłam
Uśmiech nie znikał mi z twarzy.
-Niech ci będzie
-Dziękuję
Wzięłam z talerza tosta a po chwili już go nie było
-Może wybierzemy się na jakieś zakupy? - Zapytał Loczek
-Jak chcesz, ale liczę że zajrzymy do MCDonalda
-Nie jestem w stanie ci odmówić, więc zgoda
Poszliśmy do czarnego BMW chłopaka i pojechaliśmy do galerii.
Opowiedział mi cały wczorajszy dzień a ja nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
-Harry. Ja nie mogę wrócić do mojego mieszkania. Mogę zostać u ciebie do puki nie znajdę innego?
-Czuj się jak u siebie w domu - uśmiechnął się
-Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
...
-Wysiadaj, już jesteśmy
-Okej
-Wybierz sobie co tylko chcesz, ja za wszystko płacę
-Ale ja nie mogę cię tak wykorzystywać, już i tak wiele dla mnie zrobiłeś
-Albo ty sobie coś wybierzesz albo ja to zrobię- powiedział śmiejąc się pod nosem
Zakupy zajęły nam dwie godziny, nie miałam już na nic siły ale wiedziałam że najgorsze jeszcze przede mną. Musiałam iść do domu po rzeczy które tam zostawiłam.
-Nie, ja nie mogę tam wejść. To za bardzo boli...
-Dobrze. Daj mi klucz, ja pójdę a ty tutaj poczekaj
Wysiadł z samochodu po czym zniknął w cieniu kamiennicy...
Czekałam już jakieś 20 minut, zaczęłam się niecierpliwić
Jeśli za 5 minut go nie będzie idę tam. Pomyślałam
Już miałam wychodzić gdy wyszedł z 2 reklamówkami.
-Nareszcie. Już chciałam tam iść - uśmiechnęłam się
-Oj tam, oj tam. Aż tak długo tam nie byłem.
-Dobra. Wracajmy już
-Zawieźmy to wszystko bo już nic się już nie zmieści do samochodu
-Hahaha.. Śmieszne
W domu Harrego czułam się bardzo dobrze, nie martwiłam się już moją pracą i dawnym życiem.
Podszedł do mnie Loczek, objął w tali i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek.
-[T.I] kocham cię - wyszeptał
-Ja ciebie też - uśmiechnęłam się
-Przebierz się pójdziemy na spacer
-Ale... - Nie dał mi dokończyć
-Nie ma żadnego ''ale''. Nie przyjmuję odmowy - uśmiechnął się
-Mówiłam ci już że masz śliczne dołeczki na policzkach?
-Nie ale miło to od ciebie słyszeć. Nie zmieniaj tematu!
-Eh... A nie wolał byś zaprosić przyjaciół? Spędzilibyśmy miło wieczór. Proszęęę...
-Zadzwonie po Louisa, tylko on jest teraz w Londynie.
-Okej. Chętnie poznam twojego przyjaciela
Pół godziny później przyjechał Tomlinson.
-Część Harry!
-Lou!
-Oo.. a co to za śliczna dziewczyna?
-[T.I], miło mi cię poznać - szeroko się uśmiechnęłam
-To może ja pżyniose coś do picia - wtrącił się Harry
-Sok marchewkowy poproszę. jestem tu już jakieś 2 minuty a ty jeszcze mi go nie przyniosłeś - zaczął się śmiać.
-To.. spotykasz się z Harrym?
-Tak jakby...
-Ale mu zazdroszczę, takiej ślicznej dziewczyny nie poznaje się byle gdzie.
-Louis! Nie ma soku marchewkowego! - dobiegł głos Loczka z kuchni
-Jak mogłeś! Nie kupiłeś soku?! Wychodzę! - zaczął się śmiać i wyszedł trzaskając drzwiami.
-No więc jak tam 1 spotkanie z Lou?
-Fajnie. Mówił że zazdrości ci dziewczyny
-Ja też sobie zazdroszczę dziewczyny - wyszeptał mi do ucha
W pewnym momencie drzwi otworzyły się.
-Mam! Sok marchewkowy!
-No widzisz już nie masz się czym martwić, a gdzie zostawiłeś Kevina?
-Kevin? O kurwa... Kevin!? Gdzie jesteś?
-Jak przyszedłeś to już go nie było - wtrąciłam się
-Keeeevin!
-A wyjąłeś go z klatki? - zapytał podejrzliwie Harry
-Yyy... zaraz wracam...
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-On jest naprawdę śmieszny i.... nieogarniętny
-Słyszałem! - krzyknął spod drzwi.
Po godzinie znowu wszedł Louis ale tym razem z Zaynem, Liamem i Niallem
-Patrzcie kogo przyprowadziłem... - powiedział z dumą w głosie
-Hej. Jestem [T.I] - powiedziałam rozsyłając im promienne uśmiechy
-[T.I], nowa dziewczyna Hazzy
-Harry! Harry!
-Louis? 3 raz w ciągu dnia? Masz Kevina?
-Niee, mam kogoś innego!
-Kogo?
-Chodź! Zobaczysz
-Zaraz naleje ci soku i przyjdę
Po około 2 minutach wszedł do salonu
-Chłopaki? Co wy tu robicie?
-Przyjechaliśmy poznać twoją nową dziewczynę - odpowiedział mulat
-[T.I] kocham cię - wyszeptał
-Ja ciebie też - uśmiechnęłam się
-Przebierz się pójdziemy na spacer
-Ale... - Nie dał mi dokończyć
-Nie ma żadnego ''ale''. Nie przyjmuję odmowy - uśmiechnął się
-Mówiłam ci już że masz śliczne dołeczki na policzkach?
-Nie ale miło to od ciebie słyszeć. Nie zmieniaj tematu!
-Eh... A nie wolał byś zaprosić przyjaciół? Spędzilibyśmy miło wieczór. Proszęęę...
-Zadzwonie po Louisa, tylko on jest teraz w Londynie.
-Okej. Chętnie poznam twojego przyjaciela
Pół godziny później przyjechał Tomlinson.
-Część Harry!
-Lou!
-Oo.. a co to za śliczna dziewczyna?
-[T.I], miło mi cię poznać - szeroko się uśmiechnęłam
-To może ja pżyniose coś do picia - wtrącił się Harry
-Sok marchewkowy poproszę. jestem tu już jakieś 2 minuty a ty jeszcze mi go nie przyniosłeś - zaczął się śmiać.
-To.. spotykasz się z Harrym?
-Tak jakby...
-Ale mu zazdroszczę, takiej ślicznej dziewczyny nie poznaje się byle gdzie.
-Louis! Nie ma soku marchewkowego! - dobiegł głos Loczka z kuchni
-Jak mogłeś! Nie kupiłeś soku?! Wychodzę! - zaczął się śmiać i wyszedł trzaskając drzwiami.
-No więc jak tam 1 spotkanie z Lou?
-Fajnie. Mówił że zazdrości ci dziewczyny
-Ja też sobie zazdroszczę dziewczyny - wyszeptał mi do ucha
W pewnym momencie drzwi otworzyły się.
-Mam! Sok marchewkowy!
-No widzisz już nie masz się czym martwić, a gdzie zostawiłeś Kevina?
-Kevin? O kurwa... Kevin!? Gdzie jesteś?
-Jak przyszedłeś to już go nie było - wtrąciłam się
-Keeeevin!
-A wyjąłeś go z klatki? - zapytał podejrzliwie Harry
-Yyy... zaraz wracam...
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-On jest naprawdę śmieszny i.... nieogarniętny
-Słyszałem! - krzyknął spod drzwi.
Po godzinie znowu wszedł Louis ale tym razem z Zaynem, Liamem i Niallem
-Patrzcie kogo przyprowadziłem... - powiedział z dumą w głosie
-Hej. Jestem [T.I] - powiedziałam rozsyłając im promienne uśmiechy
-[T.I], nowa dziewczyna Hazzy
-Harry! Harry!
-Louis? 3 raz w ciągu dnia? Masz Kevina?
-Niee, mam kogoś innego!
-Kogo?
-Chodź! Zobaczysz
-Zaraz naleje ci soku i przyjdę
Po około 2 minutach wszedł do salonu
-Chłopaki? Co wy tu robicie?
-Przyjechaliśmy poznać twoją nową dziewczynę - odpowiedział mulat
sobota, 10 sierpnia 2013
#3 Harry | cz. 3
Następnego dnia przeglądając co dzieje się w internecie zobaczyłam artykuł na jakimś portalu plotkarskim "HARRY STYLES SPOTYKA SIĘ Z PROSTYTUTKĄ!". Zamurowało mnie, nagle się rozpłakałam. Byłam naprawdę zakochana w tym chłopaku, ale wszystko było już przekreślone. Czułam, że muszę o nim zapomnieć. W pewnej chwili rzuciłam lusterkiem o ścianę. Roztrzaskało się na małe kawałeczki, po czym wzięłam jeden kawałek, ten największy i przejechałam nim sobie po ręce. Strasznie bolało, ale czułam ulgę. Nie mogłam nad sobą zapanować. Zaczęłam walić w ekran komputera moimi szpilkami. Tymi w których poznałam jego. W pewnej chwili usłyszałam pukanie do drzwi, nie otworzyłam. Nie chciałam nikogo widzieć. Nagle otworzyły się, wszedł Loczek, mina mu zrzedła. Łza zakręciła mu się w oku widząc mnie w tym stanie, zapłakaną na zakrwawionej kanapie.
-[T.I]! Co ty robisz?!
-A co mi innego pozostało w tej sytuacji? - zaczęłam krzyczeć.
-W jakiej sytuacji?
-Nie widziałeś? Masz internet w telefonie?
-Mam.
-Daj mi swój telefon, zaraz Ci pokaże czemu to robię!
Zaczęłam grzebać w jego telefonie w pewnym momencie pokazałam mu artykuł.
-Co to ma ku*rwa być?! - zaczął krzyczeć.
-Ja, ja nie potrafiłam Ci tego powiedzieć...
Nic nie mówiąc wybiegł z mieszkania.
~*~
Minął tydzień, od tego czasu go nie widziałam. Myślałam, że go już nigdy nie spotkam. Nie wytrzymywałam bez niego czułam, że nie mogę tego dłużej ciągnąć. Miałam już plan jak to zakończyć. Najpierw napisałam list:
" Drogi Harry!
Nie mogłam już dalej żyć bez Ciebie. Moje życie stało się puste i nic nie znaczące.
Musiałam to zrobić. Wybacz, że przeze mnie wszyscy o tobie plotkowali. Ja tego nie chciałam.
Pamiętaj, że zawsze Cię kochałam i będę kochać nawet gdy już mnie nie będzie.
[T.I]"
List położyłam na stole. Wyszłam na balkon, było strasznie zimno ale nie przejmowałam się tym. Przeszłam przez barierki. W pewnym momencie usłyszałam otwierające się drzwi od mojego mieszkania.
Wszedł on.
-[T.I] Co ty robisz?
-A nie widzisz, robię to co powinnam zrobić już dawno! - Wykrzyczałam a łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
-Nie rób tego! Pomyślałaś chociaż o mnie?
-Tak pomyślałam. Na stole jest list, to powinno Ci wystarczyć!
Wziął kartkę po czym spojrzał na mnie z minom zbitego szczeniaka.
-Nie odzywałeś się cały tydzień! Co miałam o tym myśleć?
-Ale ja...
-Co ty? Ty? Masz cudowne życie, wspaniałych przyjaciół! A ja? Ja nie mam nikogo. Moi rodzice się ode mnie odwrócili, przyjaciele i cała rodzina.
Nie odezwał się w ogóle.
- No więc, czemu to robisz. Po co przyszedłeś?!
-Bo Cię kocham! Zrozumiałem to zaraz po tym jak wybiegłem z twojego mieszkania ale było mi wstyd Ci się pokazywać po tym wszystkim - powiedział ze łzami w oczach.
-Ale ja jestem zwykłą szmatą, dziwką, kurwą... - chciałam wymieniać dalej ale mi nie pozwolił
-Nawet tak nie mów, jesteś wspaniałą dziewczyną!
-Mówisz tak tylko dlatego żeby mnie pocieszyć...
Dopiero wtedy zrozumiałam, że nadal stoję za barierkami
-Wchodź szybko do środka bo zaraz zamarzniesz..
-Po co? Przecież jestem nikim w porównaniu do Ciebie, więc najlepiej sobie idź!
-Albo wejdziesz sama albo Cię z wyciągnę..!
-No dobra...
Próbowałam wejść na balkon ale... poślizgnęłam się. W ostatniej chwili złapał mnie za rękę i wciągnął.
Szybko się do niego przytuliłam...
-Obiecaj mi, że nigdy więcej tak nie zrobisz!
-No nie wiem... - zaczęłam się z nim droczyć
A teraz powiedz co się stało że jesteś... no wież...
-Dziwką?
Nic na to nie odpowiedział
-Gdy miałam 16 lat poznałam chłopaka w którym od razu się zakochałam, niestety on mnie tylko wykorzystał. Kazał mi pracować w burdelu, szantażował mnie że zabije moją siostrę. Do dzisiaj to robi. Chciałam z tamtąd uciec już kilka razy ale się bałam. Moja siostra to jedyna osoba która mi został na tym świecie. To ona zawsze mnie pocieszała. Codziennie do niej dzwoniłam, żeby się wyżalić na tą pracę...
-To smutne - odezwał się Harry
Zaczęłam znowu płakać wtulając się w bluzę chłopaka.
-Ojej przepraszam, zniszczyłam Ci bluzę.
-Nic nie szkodzi - uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech nie odzywając się
-Pomogę Ci...
-Jak?
-Pójdziemy z tym na policję...
-Nie! Nie na policję!
-To jak masz zamiar inaczej to skończyć?
-Nie wiem - powiedziałam poddanym głosem.
-Nie wymigasz mi się, idziemy i koniec! - powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu
Wziął mnie za rękę i wsiedliśmy do samochodu. W około 20 minut dojechaliśmy na komisariat.
Złożyłam zeznania już nie bojąc się byłego chłopaka. Wiedziałam, że Harry jest przy mnie.
Po wszystkich formalnościach pojechaliśmy do Harrego. Nie chciałam na razie wracać do mojego domu. Wiązało się z nim tyle przykrych wspomnień. Przed jego domem siedziało pełno paparazzi, nie wiedziałam co robić. Byłam przestraszona
-Znowu spotykasz się z dziwką? - zapytał reporter
-To nie jest żadna dziwka! Jeszcze raz ktoś o niej tak powie to...!
-Harry... chodź już... - powiedziałam tak cicho, że tylko on usłyszał.
-Proszę odpowiedzieć na kilka pytań - znowu zaczął jakiś facet z redakcji..
-Chodź. Proszę Cię!
-Dobrze. - zaczął się przepychać przez tłum fotografów.
Wchodząc do domu znowu rozpłakałam się jak dziecko, to była za dużo jak na jeden dzień.
-Dam Ci jakieś ciuchy na zmianę i położysz się u mnie w sypialni - powiedział zatroskany
-Dobrze...
-To powinno być dobre.
-Dziękuję Ci za wszystko- próbowałam się uśmiechnąć ale nic z tego nie wyszło.
Poszłam do jego sypialni po czym od razu zasnęłam.
Nagle obudziłam się około 5 nad ranem bardzo przestraszona. Miałam sen, był straszny. Zeszłam na duł szukając Loczka. Leżał na kanapie w salonie, szkoda mi było go budzić ale za bardzo się bałam.
-Harry... Harry.. Wstawaj
-Co?.. Co się dzieje? - zapytał zaspany.
-Miałam straszny sen, z moim byłym... Dopadł mnie i... reszta nie przeszła mi przez usta
-Połóż się obok mnie, może zaśniesz.
-A nie mógłbyś pójść ze mną na górę? Tam jest więcej miejsca...
-Okej, jak chcesz - uśmiechnął się do mnie
Weszliśmy do sypialni. Położyliśmy się na łóżku, on szybko zasnął ale ja nie mogłam. Bałam się, w końcu zasnęłam przytulona do jego pleców.
-[T.I]! Co ty robisz?!
-A co mi innego pozostało w tej sytuacji? - zaczęłam krzyczeć.
-W jakiej sytuacji?
-Nie widziałeś? Masz internet w telefonie?
-Mam.
-Daj mi swój telefon, zaraz Ci pokaże czemu to robię!
Zaczęłam grzebać w jego telefonie w pewnym momencie pokazałam mu artykuł.
-Co to ma ku*rwa być?! - zaczął krzyczeć.
-Ja, ja nie potrafiłam Ci tego powiedzieć...
Nic nie mówiąc wybiegł z mieszkania.
~*~
Minął tydzień, od tego czasu go nie widziałam. Myślałam, że go już nigdy nie spotkam. Nie wytrzymywałam bez niego czułam, że nie mogę tego dłużej ciągnąć. Miałam już plan jak to zakończyć. Najpierw napisałam list:
" Drogi Harry!
Nie mogłam już dalej żyć bez Ciebie. Moje życie stało się puste i nic nie znaczące.
Musiałam to zrobić. Wybacz, że przeze mnie wszyscy o tobie plotkowali. Ja tego nie chciałam.
Pamiętaj, że zawsze Cię kochałam i będę kochać nawet gdy już mnie nie będzie.
[T.I]"
List położyłam na stole. Wyszłam na balkon, było strasznie zimno ale nie przejmowałam się tym. Przeszłam przez barierki. W pewnym momencie usłyszałam otwierające się drzwi od mojego mieszkania.
Wszedł on.
-[T.I] Co ty robisz?
-A nie widzisz, robię to co powinnam zrobić już dawno! - Wykrzyczałam a łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
-Nie rób tego! Pomyślałaś chociaż o mnie?
-Tak pomyślałam. Na stole jest list, to powinno Ci wystarczyć!
Wziął kartkę po czym spojrzał na mnie z minom zbitego szczeniaka.
-Nie odzywałeś się cały tydzień! Co miałam o tym myśleć?
-Ale ja...
-Co ty? Ty? Masz cudowne życie, wspaniałych przyjaciół! A ja? Ja nie mam nikogo. Moi rodzice się ode mnie odwrócili, przyjaciele i cała rodzina.
Nie odezwał się w ogóle.
- No więc, czemu to robisz. Po co przyszedłeś?!
-Bo Cię kocham! Zrozumiałem to zaraz po tym jak wybiegłem z twojego mieszkania ale było mi wstyd Ci się pokazywać po tym wszystkim - powiedział ze łzami w oczach.
-Ale ja jestem zwykłą szmatą, dziwką, kurwą... - chciałam wymieniać dalej ale mi nie pozwolił
-Nawet tak nie mów, jesteś wspaniałą dziewczyną!
-Mówisz tak tylko dlatego żeby mnie pocieszyć...
Dopiero wtedy zrozumiałam, że nadal stoję za barierkami
-Wchodź szybko do środka bo zaraz zamarzniesz..
-Po co? Przecież jestem nikim w porównaniu do Ciebie, więc najlepiej sobie idź!
-Albo wejdziesz sama albo Cię z wyciągnę..!
-No dobra...
Próbowałam wejść na balkon ale... poślizgnęłam się. W ostatniej chwili złapał mnie za rękę i wciągnął.
Szybko się do niego przytuliłam...
-Obiecaj mi, że nigdy więcej tak nie zrobisz!
-No nie wiem... - zaczęłam się z nim droczyć
A teraz powiedz co się stało że jesteś... no wież...
-Dziwką?
Nic na to nie odpowiedział
-Gdy miałam 16 lat poznałam chłopaka w którym od razu się zakochałam, niestety on mnie tylko wykorzystał. Kazał mi pracować w burdelu, szantażował mnie że zabije moją siostrę. Do dzisiaj to robi. Chciałam z tamtąd uciec już kilka razy ale się bałam. Moja siostra to jedyna osoba która mi został na tym świecie. To ona zawsze mnie pocieszała. Codziennie do niej dzwoniłam, żeby się wyżalić na tą pracę...
-To smutne - odezwał się Harry
Zaczęłam znowu płakać wtulając się w bluzę chłopaka.
-Ojej przepraszam, zniszczyłam Ci bluzę.
-Nic nie szkodzi - uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech nie odzywając się
-Pomogę Ci...
-Jak?
-Pójdziemy z tym na policję...
-Nie! Nie na policję!
-To jak masz zamiar inaczej to skończyć?
-Nie wiem - powiedziałam poddanym głosem.
-Nie wymigasz mi się, idziemy i koniec! - powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu
Wziął mnie za rękę i wsiedliśmy do samochodu. W około 20 minut dojechaliśmy na komisariat.
Złożyłam zeznania już nie bojąc się byłego chłopaka. Wiedziałam, że Harry jest przy mnie.
Po wszystkich formalnościach pojechaliśmy do Harrego. Nie chciałam na razie wracać do mojego domu. Wiązało się z nim tyle przykrych wspomnień. Przed jego domem siedziało pełno paparazzi, nie wiedziałam co robić. Byłam przestraszona
-Znowu spotykasz się z dziwką? - zapytał reporter
-To nie jest żadna dziwka! Jeszcze raz ktoś o niej tak powie to...!
-Harry... chodź już... - powiedziałam tak cicho, że tylko on usłyszał.
-Proszę odpowiedzieć na kilka pytań - znowu zaczął jakiś facet z redakcji..
-Chodź. Proszę Cię!
-Dobrze. - zaczął się przepychać przez tłum fotografów.
Wchodząc do domu znowu rozpłakałam się jak dziecko, to była za dużo jak na jeden dzień.
-Dam Ci jakieś ciuchy na zmianę i położysz się u mnie w sypialni - powiedział zatroskany
-Dobrze...
-To powinno być dobre.
-Dziękuję Ci za wszystko- próbowałam się uśmiechnąć ale nic z tego nie wyszło.
Poszłam do jego sypialni po czym od razu zasnęłam.
Nagle obudziłam się około 5 nad ranem bardzo przestraszona. Miałam sen, był straszny. Zeszłam na duł szukając Loczka. Leżał na kanapie w salonie, szkoda mi było go budzić ale za bardzo się bałam.
-Harry... Harry.. Wstawaj
-Co?.. Co się dzieje? - zapytał zaspany.
-Miałam straszny sen, z moim byłym... Dopadł mnie i... reszta nie przeszła mi przez usta
-Połóż się obok mnie, może zaśniesz.
-A nie mógłbyś pójść ze mną na górę? Tam jest więcej miejsca...
-Okej, jak chcesz - uśmiechnął się do mnie
Weszliśmy do sypialni. Położyliśmy się na łóżku, on szybko zasnął ale ja nie mogłam. Bałam się, w końcu zasnęłam przytulona do jego pleców.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




.png)
